Dzisiaj jest: 17 grudzień,2018 roku

Relacja z marcowego safari nurkowego na Brothers Islands

 

 

 Image Image

 

 Autorki: Ania Dobrowolska, Ania Gul

 


 

 Zdjęcia z safari są już w naszej galerii 

 

 

13 marca 2008, czwartek, katowickie lotnisko

 

Roześmiana grupa z wielkimi "szafami" na kółkach to niewątpliwie nurki. Witamy się radośnie, bo część z nas zna się już z poprzednich nurkowych przygód. Teraz szczególnie zależy mi, żeby była to udana wyprawa, ponieważ namówiłam moją koleżankę i sprawdzonego buddy - Anię, opowiadając jej jaki to przyjazny nawet dla "obcych" nurków, sympatyczny i profesjonalny klub ta  NOTOTENIA :). No i od paru lat marzyłam o safari na kultowe Wyspy Braci! Odlot o planowanej godzinie, chociaż to 13. Żegnamy zimne Katowice, ale i Hurghada nie wita jak zwykle gorącym oddechem pustyni. Wiatr silny i chłodny.

 

14 marca, piątek

 

Wsiadamy do wygodnego autokaru i wschód słońca wita nas w porcie Marsa Ghalab - zupełnie nowe, eleganckie miasto hotelowe wyrastające na pustynnym brzegu. Pontonem zdobywamy Black Pearl, łódź ok.30m długości, która będzie przez tydzień naszym domem i poniesie nas ku nowej przygodzie. Ahoj!Na pokładzie niespodzianka! Wita nas egipski przewodnik Mohammed - znany (i lubiany!) z poprzedniego safari. Drugim przewodnikiem będzie potężny (były kick bokser) Kamal. Po tankowaniu i śniadaniu odpływamy. Morze się lekko "kudłaci",wieje. Czy dopadnie nas "morska choroba"?

Pierwsze nurkowanie na pobliskiej rafce AL SHONA od strony północnej. Długie przygotowania, dokładnie się wyważamy. Podział na grupy wg uprawnień i doświadczenia. "Moja" grupa siedmioosobowa pod przewodnictwem Kamala, druga-kilkuosobowa (głownie poznaniacy)  z Mohammedem i trzecia mocna grupa  naszego "szefa" Maćka. W wodzie zaskoczenie-pływamy we mgle! Widzialność bardzo słaba z powodu zawiesiny  z przeźroczystych organizmów tzw.salpa (thalia democratica) i małych bezbarwnych meduz z długimi "nitkami". Niewinnie wyglądające,

a jakie parzące! (Na drugi dzień wystąpiła u mnie w dotkniętych miejscach reakcja uczuleniowa).
Dopiero widok wyjątkowych okazów miejscowej fauny i flory wynagrodził nam niemiłe pierwsze wrażenie. Koralowce stołowe - giganty 4m średnicy, wielkie bunnerfish, chelin napoleoński i mniejsze, we wszystkich kolorach tęczy, niezidentyfikowane rybki wywołują na naszych twarzach wyraz błogości :) Brrrr! Zimno! Woda ma tylko 21'C. Moja 3mm pianka to za mało!
Drugi nur na tej samej rafie, ale od południa. Nadal pełno parzących "insektów", ale bliskie spotkanie z żółwiami sprawia, że zapominamy o małych draństwach. Pierwszy - okaz ok. 80 cm średnicy zrobił szybki "w tył zwrot", wkomponował się w rafę i udawał, że go nie ma. Ale drugi był bardziej towarzyski - pływał między nami i każdemu zaglądał w oczy :)

Dziwne, ale nie odczuwamy zmęczenia po podróży i nurkowaniach i po pysznej kolacji nikt nie ma zamiaru spać. Kilku utalentowanych opowiadaczy kawałów (Maciek, Arek, Darek, Paweł, Łukasz i in.) prześciga się w rozbawianiu nas do łez. Trzymamy się za brzuchy i wydajemy z siebie dziwne dźwięki. Hi hi hi ha ha ha! Żal kończyć taaaaki dzień! Czujemy się już jak stado dobrych przyjaciół. Chyba to nie tylko moje wrażenie...? W końcu przenosimy się na "plażę", czyli górny pokład i padamy całą gromadą pod kocami, pod gwiazdami. Zimno, wietrznie, buja, ale... Długo jeszcze oczy szeroko otwarte, zapatrzone w wyjątkowo jasne gwiazdy, wyjątkowy księżyc, marzenia... Wyjątkowa noc!

 

 
15 marca, sobota

 
O 2.15 budzi nas światło latarni. Jako jedyna łódź cumujemy przy Dużym Bracie koło południowego cypla.

 

 Image


Pobudka tuż po wschodzie słońca. Godzina 6 czyli w Polsce dopiero 5! Jesteśmy na Brothers Island. Przed nami 2 niewielkie wyspy na środku Morza Czerwonego, kilka godzin rejsu od stałego lądu, wokół których skupia się całe podwodne życie. Księżycowy krajobraz na powierzchni nie wskazuje na to, że pod wodą czekają na nas jedne  z najpiękniejszych miejsc nurkowych na świecie!

Pierwsze zanurzenie na Big Brother. Nurkujemy z pontonu ze wschodu na południe. Trzymetrowe fale! Ale tu to podobno „normalka”. Śliczna ścianka, ogromny koralowy skarbiec, bogactwo kolorów, ryb we wszystkich barwach i rozmiarach. Spotykamy aż cztery napoleony, największy ma ze dwa metry! Pierwszy raz mogę z bliska przyjrzeć się pięknie ubarwionemu trewalowi (bigeye trevally).

Ciekawe, czy Kamal zauważył, że brakuje dwóch osób z naszej gromadki? Okazało się, że dołączyli do następnej grupy po dodatkowym wyważeniu. Ciekawe, czy zauważyłby, gdyby pozostająca pod jego szczególną opieką Angela, miała jakieś problemy? Powrót na łódź w silnej fali przybojowej. Czujemy się jak w mleku pełnym bąbelków.

Po południu mała grupka schodzi na trzecie nurkowanie, ale większość wybiera wizytę na wyspie. Pontonem docieramy do drewnianego pomostu. Niektórzy pokonują długi pomost pojazdem szynowym (platforma) napędzanym siłą mięśni... kolegów. Głośno i z fantazją :)  Podaniem ręki wita każdego rozbawiony młody latarnik i wyliniały kotek. Jest jeszcze serwisant sprzętu i trzech żołnierzy w cywilu. Zapraszają do swego królestwa. Długim ślimakiem schodów wdrapujemy się na taras widokowy latarni na wysokości 60 metrów. U stóp złote piaski Dużego Brata, kilometr na południe Mały Brat, a dookoła wielki błękit. Na dziedzińcu wysypanym kawałkami białych korali wypalamy z tubylcami fajkę pokoju - sziszę. Załogę wyspy wymieniają co dwa miesiące. Jeszcze spacer po ich ubogim gospodarstwie, zakup kilku pamiątkowych koszulek i wracamy na nasz rozbujany dom. Klaudiusz i Czako wracają wpław i witają nas wykonując na dziobie taniec w strojach... mocno niekompletnych:)

Wieczór prawie spokojny na górnym pokładzie. Czako udaje się namówić Natalię na podzielenie się z nami lekarstwem na „zemstę faraona”- „żołądkową gorzką”, co skazuje Natalię na przymusową abstynencję do końca rejsu! Ale na tej łodzi zemsty nie będzie! Nawet ze strony Natalki :)

Następna - za krótka - noc w morskim niebie.

 

16 marca, niedziela

 

Pobudka o 6.30. Słońce już wysoko, ale po kolejnej przegadanej nocy ciężki rozruch. Długie i szczegółowe omawianie nura, bo schodzimy do 40m na wrak Aida II. Ania i Angelika rezygnują, a moim buddy będzie Łukasz. Wyruszamy zodiakiem jako pierwsza grupa – 6 osób wraz z Kamalem. Fale jeszcze większe niż wczoraj. Wspinamy się na pierwszą wielką górę wody, ale zaraz gaśnie silnik i następna fala wskakuje do pontonu. Silnik przez chwilę się krztusi, ale milknie i następna fala zalewa nam nogi. Trzecia już pewnie przewróciłaby pełen wody ponton, więc awaryjnie ewakuujemy się. Skok w tył i...otacza nas musująca biel. Jesteśmy bardzo blisko rafy i silnej fali przybojowej od północnej strony wyspy. Wokół biel i nagle tuż pod nogami półka rafy! Udaje się uciec w bezpieczną głębię. Ale gdzie reszta grupy??? Długi czas, jak wieczność nie mogę wypatrzeć ludzkich kształtów. Płynę w kierunku ściany rafy i wreszcie są jakieś machające płetwy! To Janka i Klaudiusz.

Na kilkunastu metrach przy ścianie czekamy parę minut na resztę grupy, ale tracimy nadzieję, że się odnajdziemy. Zresztą po takim czasie nie ma już szansy na dotarcie do wraku. Płyniemy więc wzdłuż zachodniego brzegu wyspy w kierunku pomostu i naszej łodzi. Podziwiamy cudną ściankę i fotografujemy wszystko, co nie zdąży uciec.  Nikt z nas nie ma bojki, więc gdy jakaś grupa z innej łodzi wypuszcza swoją – dołączamy do nich i zaraz zostajemy znalezieni przez nasz czujny zodiak.
Pełne emocji, przyjemne nurkowanie, ale trochę tracimy humorki, gdy dowiadujemy się, że wrak został zdobyty przez pozostałą trójkę naszej grupy. Cóż, jest powód, żeby tu jeszcze wrócić :)

 Po śniadaniu płyniemy na Małego Brata. Cumują już tam trzy łodzie. Startujemy z pokładu i tu też mamy wrócić, ale...nie trafiamy i wynurzamy się za ostatnią łodzią. ”Pedałujemy” zadyszani pod wiatr i wielkie fale, ale szybko zostajemy wypatrzeni przez naszą uważną załogę i sprawnie wciągnięci na zodiak. Miejsce było prześliczne: na półce przy południowym krańcu wyspy przebogaty ogród ze wszystkimi chyba możliwymi koralowymi cudami Morza Czerwonego, które żyją tu w wielkim stłoczeniu i symbiozie, przypominając barokowy wystrój morskiej świątyni. Opływając dookoła płaskowyż uśmiechaliśmy się do bardzo licznych tu sympatycznych zadymek, niebiesko nakrapianych płaszczek, a nawet do szczerzącego groźnie krzywe zęby stada barrakud:)

Pod wodą nastąpiły jakieś zagadkowe przetasowania w grupach. „Nawiedziła” nas Natalka z drugiej grupy:). Wypłynęła na octopusie Kamala. A Angela poczuła się niepewnie, zaniedbana przez naszego przewodnika, który był jej buddy i miał poświęcać jej szczególną uwagę ze względu na najmniejsze w naszej grupie doświadczenie nurkowe. Od tej pory postanawiamy nurkować we trzy i wszystkie jesteśmy z tego bardzo zadowolone :)

Popołudniowe nurkowanie utwierdza nas w przekonaniu, że naprawdę jesteśmy w niezwykłym miejscu. Już na kilku metrach doznajemy „euforii głębi” i ten upojny stan utrzymuje się przez cały pobyt na tych wyspach. A nawet dłużej.... :) Takich okazów gorgonii, nietkniętych płetwą, miękkich i twardych, także rzadkich – czarnych koralowców, całej masy innych, nie znanych z nazwy organizmów większość z nas jeszcze nie widziała!

 

Image 

            

 Po dniu pełnym adrenaliny i estetycznych wrażeń nie chce się spać. Arabska, zmysłowa muzyka i resztki wolnocłowych zakupów rozgrzewają krew. Niektórym bardziej :) Klaudiusz i Czako, jako ponętne kobiety wschodu, w śmiałych strojach bikini (rozmiar S, wiem, bo z mojej szafy ;) tańczą na stołach. Dołącza załoga i paru naszych śmiałków. Najmniejszy załogant-miniaturka dorosłego mężczyzny - świetnie naśladuje w tańcu kobiece ruchy egipskich tancerek. Nasza Sylwia szybko podchwytuje rytm i z wdziękiem dotrzymuje mu kroku. Pojawia się tort – podobno to urodziny Mohammeda. Śpiewamy mu „Sto lat” i dostaje w prezencie klubową koszulkę. Tymczasem nasz zapalony wędkarz Darek „Dydek” łowi  barrakudę metrowej długości, przekonuje do pozostania na pokładzie ołowianym balastem i – po obfotografowaniu - daje ją w prezencie Mohammedowi. Krótki, jak zwykle, sen na bujanym królewskim łożu.

 

17 marca, poniedziałek


Budzi się wielki dzień! Dziś polujemy na rekiny (albo one na nas...).Spadamy prawie na 40 metrów przy północnym cyplu i wolno zmniejszamy zanurzenie intensywnie wpatrując się w głębię. Na dwudziestu paru metrach dzwonek Kamala, ale wszyscy równocześnie go zauważamy – jest parę metrów pod nami !!! Wielki ! Ze dwa metry długości, z taką długą płetwą ogonową. Później dowiadujemy się, że to rekin lisi, czyli foxshark. Kawałek dalej cień drugiego cielska. Chyba nie pachniemy ani nie wyglądamy apetycznie, bo drapieżniki oddalają się wolno, darując nam życie. Hurrrra! Widziałam rekina! :)

Po śniadaniu gotowi do drugiego nura stoimy na rufie i śledzimy rozbujany ponton. Zbliża się do rufy – wtedy trzeba szybko wskoczyć, z całym sprzętem na grzbiecie, oczywiście!  Pierwszy krok udaje się doskonale – prawą nogą jestem już na burcie, ale gdy lewa ląduje na dnie pontonu, ten podskakuje i wpadam do środka razem z próbującym mnie podtrzymać małym załogantem. Gdybym poprosiła o większego, silniejszego...Ale jest już za późno! Koniec moich nurkowań na tym rejsie:)  Nie wytrzymały ścięgna lewego kolana naciągnięte miesiąc wcześniej na nartach i nie wyleczone do końca.

Ja i moje bolące, coraz większe kolano wylądowaliśmy na kanapce i zostaliśmy obłożeni puszkami piwa z lodówki. Zwłaszcza zastosowanie „do wewnątrz” zadziałało dobroczynnie. Znieczulająco też skutkowało troskliwe pocieszanie przez Natalkę i załogę.

Od tego wypadku cały czas dostawałam dowody, że jestem nie tylko wśród wesołej, towarzyskiej, sympatycznej, ale też o wielkich sercach i anielskiej cierpliwości – braci nurkowej:)  Byłam skazana na ich pomoc we wszystkim! Karmili mnie, rozweselali, pocieszali, nosili na rękach, wspierali mocnymi ramionami, nawet „wstawiali” do łazienki, ponieważ zupełnie nie mogłam obciążać lewej nogi. I ani razu nikt nie odmówił pomocy, ani nie wykazał zniecierpliwienia!
Jeszcze raz Wam koleżanki i koledzy gorąco dziękuję! :)

Królowa Kleopatra nie mogła się czuć lepiej w swoim królestwie! Od tej pory z królewskiego łoża na drugim pokładzie rozkoszowałam się morskimi widokami i doskonałym towarzystwem, które osładzało mi brak wrażeń nurkowych. Następne nurkowania znam tylko z opowiadań, więc dokładniejszy opis zamieści moja osamotniona Buddy, czyli Ania.

Po drugim nurkowaniu wiatr zaczął cichnąć, więc Czako wpadł na pomysł, żeby zmienić plan wyprawy i zamiast nurkować na jakiejś przybrzeżnej rafie, wrócić na Dużego Brata i zejść na wrak. Udało mu się wszystkich przekonać, co jednogłośnie zademonstrowali w demokratycznym głosowaniu.

Jeszcze ostatni nur na Małym Bracie. Przez pół dnia z rozbawieniem obserwowałam, jak koledzy z trzeciej grupy knują, jak wkręcić Dydka. Trzecia grupa to mocna grupa pod dowództwem Toporka. Chodzą oni własnymi ścieżkami, niektórzy nurkują z twinsetami. Po dwóch głębokich nurach nie mają ochoty na trzecie zanurzenie. Ale udają, że się wybierają. Trenują poważne miny, układają przekonujące teksty. Obserwują z satysfakcją i łobuzerskimi minkami, jak kolega, nic nie podejrzewając, wskakuje w piankę, zakłada sprzęt. I wtedy wyskakują w kąpielówkach z kamerą, by uwiecznić jego zaskoczoną minę. Wszystko będzie pewnie można obejrzeć na filmie kręconym przez naszego natchnionego fotoreportera Maćka, który wszędzie wtykał ciekawskie oko kamery. Aż strach pomyśleć, co tam zobaczymy… :)

 Na pożegnalne nurkowanie na Small Brother zabrał nas Mohammed. Całą grupą zeszliśmy na 20 metrów widząc pod sobą tylko wielki błękit, a po lewej stronie wachlarze ogromnych gorgonii, przepiękne korale, ławice mniejszych i większych różnokolorowych rybek, które przypłynęły na popołudniowy posiłek… Jednak cały czas obserwujemy toń mając nadzieję na kolejne spotkanie z rekinami. A ponieważ na tym wyjeździe marzenia się spełniają…… to nagle naszym oczom ukazują się dwa białopłetwe rekiny rafowe (White-Tips Shark)! Tak, to one!!! Te piękne, majestatycznie poruszające się stworzenia robią na nas ogromne wrażenie! Pływają tylko kilka metrów pod nami zupełnie ignorując naszą obecność. Pełni wrażeń kończymy nurkowanie podglądając stadka szaro-stalowych barakud pływających tuż pod powierzchnią.

Wieczór, jak co dzień, bardzo wesoły. Wyzwaniem jest transport „rannej” na górny pokład po wąskich i stromych schodkach. Wśród różnych pomysłów typu: w prześcieradle, na krzesełku, po ogłuszeniu, czyli „na barrakudę”, zwycięża opcja „na wisielca”. Wiszę na szyi Klaudiusza, a Arek i Darek – popychają, a później ciągną. Skutecznie! Bezboleśnie ląduję na łożu na górnym pokładzie. Tu też przenosi się impreza. Ciągle jeszcze znajdują się jakieś resztki procentowych zapasów. Specjalistą z detektywistycznym nosem jest Czako. W dodatku ma dar przekonywania, że to już właśnie jest ta czarna godzina...!

No i mamy jeszcze Wielebnego, który z łatwością zamienia wodę w….. to, co zapragniemy!

Z dolnego pokładu dochodzi podejrzany zapach dymu z sziszy i rytmiczne bębnienie na niezidentyfikowanych instrumentach. Nasi chłopcy co chwilę znikają pod pokładem, składając załodze wizytę. Salwy śmiechu niosą się po uspokojonym morzu. Wracają coraz bardziej zadowoleni, a nawet rozanieleni. Jest w tym pewnie jakaś tajemnica, ale...sza!

 
18 marca, wtorek


Morze nie zawiodło. Jest dziś wyjątkowo spokojne, jakby zachęcało do odkrywania sekretów Numidii – brytyjskiego transportowca, którego wrak spoczywa na północnym zboczu Wielkiego Brata. Zaczyna się już na głębokości 8 metrów i opada do 80 metrów, gdzie do dzisiaj znajdują się śruba i ster, ale te elementy oglądają tylko… nieliczni;). Mieliśmy ogromne szczęście, bo nie trafiliśmy na słynne w tych okolicach bardzo silne prądy. Mogliśmy więc spokojnie zajrzeć w każdą część kadłuba, podziwiać niewiarygodnie piękne korale, które porastają ten ponad 100-letni wrak. Widoczność jest fantastyczna, światło słoneczne wydobywa wyjątkowe kolory rafy – idealne warunki dla miłośników podwodnej fotografii.

 

Image

 

 

Nurkowanie zachwyciło wszystkich. Dlatego z niecierpliwością czekaliśmy na kolejne zejście pod wodę. I tym razem oszołomiły nas bajeczne kolory pokrywających ten wrak korali miękkich i twardych. Przypominają ogrody, podwodne łąki i pastwiska, nad którymi tańczą niezwykle liczne ławice pomarańczowych strzępieli, chetoniki i ustniczki we wszystkich kolorach tęczy oraz wiele, wiele innych mieszkańców rafy. Z zachwytu wyrywa mnie pytanie Kamala o ilość powietrza w butli – mam 130. Chłopcy pokazują niewiele więcej ponad zaciśniętą pięść….  Wrrrrr…., co oni robią z tym powietrzem?!?!?! Wielka szkoda, trzeba wracać do realnego świata...... A było to najpiękniejsze miejsce jakie do tej pory widziałam!!! 

 

Image

 

 

Po drugim nurze dziewczyny znowu w euforii. Wszyscy dziś jakby w euforii. Czy to jeszcze wpływ wczorajszego wieczoru..?

Na obiad trofeum Dydka – barrakuda, świetnie przyrządzona przez naszego młodego kucharza, faszerowana warzywami, bardzo aromatyczna. Wolałabym żywą. Nie jeść! Oglądać w jej naturalnym środowisku...

Z żalem żegnamy Braci. Odpływamy w kierunku brzegu na jedyne nocne nurkowanie na rafie ABU DABAB (4). W wodzie po zgaszeniu latarki mogłyby ogarnąć nas prawdziwe egipskie ciemności. Ale nie dziś! J Ten księżyc! Pełnia… Gdzieś w oddali widać światła kolegów. Już po chwili spotykamy skrzydlicę, która wcale nie ma zamiaru uciekać, tylko płynie w naszą stronę. Nocą dużo łatwiej przyglądać się rybom, które śpią w zagłębieniach raf. Światło latarki wydobywa piękne kolory papugoryb, pokolcowatych, a nawet skrzydlic promieniopłetwych. Jednak w ocenie wszystkich rafa była mocno zniszczona i mało ciekawa. Wychodzimy z wody głodni jak wilki, apetyt rozbudzają w nas upojne zapachy dochodzące z kambuza. Pożegnalna kolacja, spóźniona, ale jaka uroczysta! Stoły zastawione apetycznie wyglądającymi daniami, kurczak z grilla, tort, świece, lampiony z wydrążonej papryki...Mimo protestów zostaję porwana i dostarczona do salonu. Nawet nie bolało! Moje „dźwigi” osiągają perfekcję:)

Znowu cud! Te flaszki to już chyba z zęz...! Albo wyłowione z morza! Są wśród nas wyjątkowe chomiki! Angelika uchowała nawet ouzo. Gdyby Czako wiedział...! Znowu załoga skutecznie zachęca do tańca. Zwłaszcza Sylwii nie trzeba namawiać. Przy tak aptecznych ilościach alkoholu, jakie wypijamy co wieczór, nie muszę się obawiać  o mój transport na górę do łóżka. Arek i Tadzik robią to pewnie i fachowo. Coraz bardziej mi się podoba taki sposób przemieszczania:)

 
19 marca, środa


Przed świtem, o 5 wypływamy na Elphistone. O 7 pobudka i do wody. Elphistone ma sławę jednej z najpiękniejszych raf u wybrzeży Egiptu. Jest duże prawdopodobieństwo spotkania wielkich ryb. Z łodzi zabiera nas Zodiak i wywozi na drugi koniec ściany – będziemy płynąć z prądem w kierunku Black Pearl. Nam tym razem nie udało się spotkać żadnego dużego zwierza. Za to nurkowanie przy pionowej ścianie rafy zachwyca ogromnymi gorgoniami i skupiskami przepięknych koralowców. W zakamarkach rafy chowają się malutkie chetoniki, a w parzydełkach kryją błazenki.
Po śniadaniu powrót na AL SHONĘ. Po drodze próbują pocieszać nas delfiny, wyskakując radośnie przez chwilę wzdłuż łodzi, ale nasze miny chyba je zniechęcają. Nastroje zdecydowanie w strefie opadu.
I niestety – nadszedł czas na ostatniego nura… Mohammed i Kamal dali nam wolną rękę – czas 40 minut, max 10 metrów głębokości. Schodziliśmy pod wodę w parach – Czako wziął mnie pod swoje skrzydła! Krążyliśmy między pełnymi światła i życia szczelinami, wąwozami, penetrowaliśmy niewielkie groty, zaglądaliśmy wszędzie:) Rozkoszowaliśmy się grą światła i niesamowitą barwą płytkich fragmentów rafy, papugoryb i jednorożców.  Spokojne i relaksujące nurkowanie…
Nasza łódź cumuje w bajecznej zatoczce, pełnej wszystkich odcieni błękitu, gdzie w naprawdę specjalnym dodatku pojawia się samotny delfin. Klaudiusz bije pewnie swój życiowy rekord w szybkości pływania, by spełnić swoje marzenie pobawienia się z taką dużą maskotką, ale nasz zodiak ze Staszkiem uczepionym na długim ogonie na nartach wodnych płoszy wszystko co żywe i ma uszy. A tak naprawdę to mu wszyscy zazdrościmy:) Robi to w pięknym stylu!

Obiad w boskiej scenerii i – powrót do Marsa Ghalab. Tak niedawno stąd wyruszyliśmy, a jednocześnie tak dawno. Wracamy jakby odmienieni. Nie tylko ładnie opaleni, z nowym błyskiem w oku, promiennymi uśmiechami... Po wchłonięciu tylu cudowności podmorskiego świata nasze dusze musiały też wypięknieć. A codzienne śmiechy od rana do... świtu pozwoliły pozbyć się napięcia codziennego życia, zapomnieć o kłopotach i naładować nas na długo pozytywną energią. A jak niezwykła to była grupa niech świadczy fakt, że liga karciana poniosła klęskę!!! Nie było potrzeby „zabijania” czasu przy kartach. Tak dobrze było nam we własnym towarzystwie! Zgodzicie się ze mną? :)

Ostatniej nocy pewnie wielu z nas myślało, a nawet nabyło pewności, że jednak warto marzyć. I marzenia się spełniają! Nie tylko w snach... Moje marzenie o wyprawie na Wyspy Braci nie dorastało rzeczywistości :)

Ale to jeszcze nie koniec przygody...!

 
20 marca, czwartek


Przy pakowaniu okazało się, że zaginęły buty paru kolegów???!!!! Dochodzenie wykazało, że musiały zostać wyrzucone w worku na śmieci, w którym były przechowywane w czasie rejsu. Śmieciarki już zdążyły opróżnić kontenery na śmieci. Kiedy już wszyscy stracili nadzieję, Mohammed w drodze do Hurghady kazał się zatrzymać kolo wielkiego śmietniska i udał się na poszukiwania. Może po czterdziestu minutach wrócił triumfalnie z wielkim workiem butów (lekko cuchnących :) )Nigdy nie traćmy nadziei! Jeszcze podjechaliśmy pocieszyć się do El Miny na doskonałą zupkę, owoce morza oraz sok z mango.

 

A o rozstaniu w Katowicach już przemilczymy...

 

Do zobaczenia pod wodą, marzyciele :)

Albo nad wodą... Albo na wodzie... Albo przy piwku :)

 
P.S.
Aniu – Buddy – to dzięki Twoim namowom wzięłam udział w wyprawie. Nie żałuję!!! :) Dziękuję!

 

Image 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Klub wypraw nurkowych, Nurkowanie Kraków, Bochnia, Tychy, Busko Zdrój, Kazimierza Wielka, Nowy Sacz, Oswiecim, Tarnow. Turystyka nurkowa - Organizujemy safari nurkowe, Egipt Chorwacja, inne kraje. Kursy nurkowania, szkolenia nurkowe, CMAS, IANTD, PADI, Wypożyczalnia sprzętu nurkowego, nabijanie butli nurkowych. Nurkowania na Zakrzówku, nurkowania w Jaworznie, nurkowanie na koparkach. Tanie nurkowanie. Safari w Egipcie. Wraki północne. Nurkowanie Egipt.