Dzisiaj jest: 19 kwiecień,2018 roku

Relacja z grudniowego safari po wrakach północnego Egiptu

 

 

Autor: Jakub Kornaś

 

Image

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia z safari są już dostępne w naszej Galerii

 

 

1.                  Dzień 0 (6 Grudnia) – przylot 

 

Do Egiptu docieramy z lekkim opóźnieniem, ale w doskonałych humorach – po części jest to zasługa ciepłej, zupełnie niegrudniowej pogody, a po części specjałów ze sklepu bezcłowego, którymi skróciliśmy sobie czas oczekiwania na samolot. Szybko i sprawnie, aczkolwiek niektórzy zygzakiem, przechodzimy odprawę paszportowo-bagażową po czym zostajemy przetransportowani busami na przystań, a następnie pontonem na łódź – nasz dom przez najbliższy tydzień. Do kajut docieramy około 3-ej w nocy. Nie chce mi się spać, zwiedzam więc statek (a jest spory), podziwiam widok nocnego morza i zanim sobie zdaję sprawę z upływającego czasu zaczyna świtać. Postanawiam spróbować odrobinę się przespać przed nadchodzącym nurkowaniem, jednak jest trudne biorąc pod uwagę ilość czekających nas wrażeń oraz wciąż działające specjały ze sklepu bezcłowego.

 

 2.                  Dzień 1. (7 Grudnia) – rozgrzewka 

 

a.                                           Nurkowanie 1. (popołudnie)

Nurkowania (w okolicach Famous West) zaczynamy od dobrania balastu. Jak się okazuje mocno zasolone Morze Czerwone i aluminiowa butla wymuszają założenie na pas dodatkowego ołowiu. Na szczęście kompensuje to po części fakt, że mamy na sobie mniej neoprenu niż zwykle – według mojego komputera woda ma 25 stopni, można więc spokojnie nurkować bez kaptura i rękawic, a jednoczęściowa, siedmiomilimetrowa pianka, którą zabrałem z Krakowa okazuje się niemalże zbyt ciepła. Pierwsze nurkowanie w Morzu Czerwonym jest dla mnie sporym pozytywnym zaskoczeniem – w porównaniu ze Śródziemnym czy Adriatykiem (o Zakrzówku dyplomatycznie nie wspominając) jest tu o wiele więcej życia. Przejrzystość wody spora, w granicach 20-30 metrów.

 

b.                                          Nurkowanie 2. (noc)

Po smacznym lokalnym obiedzie i drzemce, czas na pierwsze nurkowanie nocne, ponownie na Famous West. W przeciwieństwie do popołudniowego, w czasie którego podzieliliśmy się na trzy grupy, nocne odbywamy wszyscy wspólnie. Widok grupy siedemnastu osób pod wodą, w ciemnościach, stanowi prawie surrealistyczne przeżycie. Większość z nas używa małych latarek klubowych typu LED. Z wyjątkiem mnie, który nurkuje z własną halogenową armatą produkcji niemieckiej firmy o starogermańskiej nazwie Kowalski. Klubowe latarki dają skupiony, jasny  promień białego światła, co sprawia, że gdy nieco wyprzedzam grupę i spoglądam za siebie, czuję się jakbym obserwował ekipę astronautów pracujących w przestrzeni kosmicznej. Dodatkową atrakcję tego nurkowania stanowi spotkanie z potężną, z grubsza półtorametrową, mureną polującą w toni, blisko naszej łodzi. Dla mnie dużą frajdą są też pierwsze przymiarki do fotografii podwodnej przy użyciu aparatu Maćka. Tyle na dziś, na nasz drugi dzień w Egipcie mamy zaplanowane trzy nurkowania na rafie.

 

 3.                  Dzień 2. (8 Grudnia) – rafy 

 

Myśl chwili:

„Kiwa jachtem kiwa, a załoga rzyga, zarzygali burty i kajuty, zarzygali bosmanowi buty.Hej.” 

 

a.                                           Nurkowanie 3. (rano)

Po nocy, przespanej przeze mnie pod gwiazdami na dachu łodzi, dzień rozpoczynamy od nurkowania na rafie Sha’ab El Erg. Mamy tu ponoć sporą szansę na spotkanie z delfinami butlonosymi. Rafa ma kształt kolumny o dość stromych ścianach opadających do piaszczystego dna na 16-tu metrach. Ustalamy, że podczas nurkowania okrążymy kolumnę, mając jej ścianę po lewej stronie. Łódź cumujemy w toni, niedaleko rafy. Po zanurzeniu szybko opadamy na prawie 15 metrów i dopływamy do ściany kolumny. Od razu „wpadamy” na potężnych rozmiarów murenę czającą się w skalistej szczelinie. Zwierzę próbuje trzymać nas na dystans w czym pomagają jej imponujące zęby. Jedynie na Maćku nie robi to wrażenia, a wręcz zachęca go, aby pogłaskać zdezorientowane stworzenie po łbie. Dobrze, że w razie czego mamy na pokładzie Panią Chirurg. Dalsza część nurkowania to podziwianie potężnych, wielobarwnych korali bujnie obrastających ścianę kolumny oraz spotkania z zaskakującą ilością ryb. Są wśród nich imponujących rozmiarów tęczowe papugoryby, które za pomocą paszczy przypominającej ptasi dziób konsumują obumarłe korale, a także przepiękne, czarno-złoto-srebrne „pennantfish” żyjące w parach i majestatycznie pływające w pobliżu koralowców. Nieco mniej relaksująca okazuje się końcówka nurkowania – aby dotrzeć do miejsca cumowania łodzi musimy pokonać silny prąd. To jednak wysiłek fizyczny w sam raz przed śniadaniem. Jedyne, czego mnie nie udało się zobaczyć to delfiny – słyszeliśmy o nich jedynie z relacji pozostałych dwóch grup. Jest nadzieja, że najbliższe pięć dni przyniosą i mojej grupie nurkowej takie niespodzianki. Tymczasem przerwa w relacji, czas na opalanie!

 

b.                                          Nurkowanie 4. (popołudnie)

                         Myśl chwili: „Yallah Arbuzie, briefing!”, czyli jak Hassan poganiał polskich niewolników 

W czasie seansu opalania łódź przeniosła nas na Sha’ab Umm Usk – rafę w kształcie podkowy, na której odbędziemy kolejne dwa nury tego dnia (w tym jeden nocny). Popołudniowe nurkowanie zaczynamy z pontonu, jakieś trzysta metrów od miejsca cumowania łodzi. Czeka nas leniwy dryft z prądem, wzdłuż rafy, na około 15-tu metrach, połączony z podziwianiem lokalnej flory i fauny. A jest na co patrzeć, bo w tym miejscu mieszkają np. skrzydlice. Ta, na którą natykamy się niedługo po rozpoczęciu nura nie jest może specjalnie wyrośnięta, ale i tak budzi respekt – zarówno wyglądem, jak i sposobem pływania. Chłopaki z zapałem trenują się w podwodnej fotografii, ja natomiast penetruję (bo lubię) zagłębienia w ścianie rafy w poszukiwaniu interesujących form życia. Jednym z takich znalezisk okazuje się niebiesko nakrapiana płaszczka (bluespotted lagoon ray), ukryta w piasku, na dnie skalnej groty głębokiej na jakieś dwa metry i wysokiej na około trzy. Ryba początkowo toleruje naszą ciekawość, jednak po chwili wystrzeliwuje z ukrycia pozostawiając za sobą tuman wzburzonego osadu oraz dwóch rozczarowanych niedoszłych autorów dobrych zdjęć. Nurkowanie kończymy zgodnie z planem, trafiając z powrotem do miejsca cumowania łodzi, po czym konsumujemy dobry egipski obiad. Jestem trochę rozczarowany, bo dziś nie podano do niego niezawodnej mikstury przeciw zemście faraona (ze sklepu bezcłowego).

 

c.                                           Nurkowanie 5. (noc)

W nocy ponownie nurkujemy na Sha’ab Umm Usk, tym razem bezpośrednio z łodzi. To już trzecie nurkowanie tego dnia, jesteśmy więc nieco zmęczeni, przez co planujemy nie schodzić głębiej niż na 10 metrów i na nie dłużej niż 40 minut. Nurkowanie polega na wycieczce „tam i z powrotem” wzdłuż ściany rafy. Co prawda dzielimy się na trzy grupy, jednak spora ilość osób mijających się pod wodą w tym kilku nurków z łodzi cumującej obok nas powodują, że chwilami ciężko połapać się w sytuacji. Główną atrakcją tego nurkowania okazuje się moment, w którym moja pięcioosobowa ekipa, na komendę Maćka, gasi latarki. Ciekawe przeżycie, gdy nagle, będąc pod wodą i oddychając z automatu człowiek nie widzi nic.

 

 4.                  Dzień 3. (9 Grudnia) – wraki I 

 

a.                                           Nurkowanie 6. (rano)

 Myśl chwili: „Stolec idealny nie brudzi otworu odbytu, ma kształt walca z jednej strony zakończonego kopułą, z drugiej stożkiem”, czyli  nurków rozmowy o „zemście faraona” 

 

Najbliższe dwa dni spędzamy w okolicach rafy Sha’ab Abu Juhas będącej miejscem tragedii wielu statków podróżujących przez Kanał Sueski. Wśród nich Carnatica, 90-cio metrowej jednostki, jednego z pierwszych żaglowców o napędzie parowym. Statek zmierzał we wrześniu 1869 roku z Anglii do Bombaju celem dostarczenia, niezbędnych do poprawnego funkcjonowania imperium, zapasów czerwonego wina brytyjskim kolonizatorom w Indiach. W nocy 13 września wpłynął na rafę. Nie zatonął od razu, jednak wiatr oraz silne fale po pewnym czasie naruszyły kadłub okrętu do tego stopnia, że przełamał się na dwie części i statek poszedł na dno, zabierając ze sobą dwadzieścia z dwustu trzydziestu obecnych na pokładzie osób.

Nurkowanie na Carnaticu zaczynamy od dziobu. Morze jest wzburzone więc szybko schodzimy w pobliże piaszczystego dna na około 25 metrach. Widoczność doskonała, więc mimo iż od statku dzieli nas ponad 20 metrów doskonale możemy go obejrzeć. Leży na lewej burcie, pokładem w naszą stronę. Kadłub, wykonany ze stali, zachował się do naszych czasów w przyzwoitym stanie. Mnie najbardziej uderza widok żebrowanego pokładu, przez który wpływamy do wnętrza wraku – niesamowite przeżycie, bo efekty świetlne towarzyszące pływaniu wewnątrz tego ażurowego szkieletu są niezapomniane. Po zwiedzeniu dziobu przepływamy w stronę rufy, po drodze napotykając sporych rozmiarów płaszczkę ukrytą pod jednym z elementów oderwanych od okrętu, a tuż obok niej jej współlokatora – dobrze zamaskowaną, dzięki ubarwieniu pustynne-moro, rybę-krokodyla (crocodile fish). Nie gnębiąc ich nadmiernie (szczególnie płaszczki, bo w zanadrzu jako argument posiada dwa kolce jadowe), robiąc jednak kilka zdjęć, oddalamy się w stronę rufy. Tym razem wpływamy do środka przez rozerwany przekrój kadłuba, dopływamy do końca okrętu i zmniejszając nieco głębokość nurkowania robimy nawrót w stronę cumy, do której ma przypłynąć „nasz” ponton. Tuż przed końcem nurkowania, gdy wisimy na linie robiąc, na wszelki wypadek, przystanek dekompresyjny, udaje mi się zgubić aparat fotograficzny, który mam przytwierdzony do jacketu. Na szczęście zrealizowane przez Maćka parominutowe poszukiwania w gąszczu gorgonii i korali przynoszą pozytywny skutek, dzięki czemu w komplecie i z pełnym wyposażeniem udaje nam się wrócić na statek. Jedyną stratą jest dla mnie opłata za niezdarność w postaci litra dobrej tequili, ale co tam, pewnie i tak wypijemy ją wspólnie. Dla mnie to najlepsze jak do tej pory nurkowanie w Morzu Czerwonym i chyba jedno z lepszych w życiu w ogóle. A to nie koniec – popołudniu nurkujemy na kolejnym dużym wraku z otaczającego nas cmentarzyska.

 

b.                                          Nurkowanie 7. (popołudnie)

 Myśl chwili: „Chyba zaraz się rozpłaczę, bo puściły mi zwieracze”, czyli pierwsze starcie z „zemstą faraona” 

 

W przerwie między nurkowaniami wynajdujemy sobie rozrywkę w postaci skoków z górnego pokładu naszej łajby do morza. Niezła dawka adrenaliny, bo łódź ma trzy pokłady, więc ten ostatni jest jakieś siedem czy osiem metrów na powierzchnią wody. Wiatr jest silny, przez co skoki wychodzą nam niezbyt proste, ale i tak ubaw mamy duży. Zanotowaliśmy również pierwszy przypadek „zemsty faraona” wśród załogantów, wykluczający go tymczasowo z dalszych nurkowań (pozostała część załogi nie zgodziła się na nurkowanie w „smudze cienia”). Ja póki co trzymam się dobrze, mogę więc udać się na popołudniowe nurkowanie na wraku Ghiannis D. To 100 metrowy statek handlowy o wyporności 3000 ton zbudowany w Japonii w 1969 roku, który zatonął na Abu Juhas w kwietniu 1983, podczas rejsu z Chorwacji do Jemenu. Po katastrofie w całości zachował się dziób i rufa, natomiast środkowa część okrętu rozpadła się na kawałki. Zwiedzamy głównie wnętrze rufy, z imponujących rozmiarów silnikiem w maszynowni. Mamy do niego dostęp „od góry”, oglądamy więc zawory cylindrów oraz osprzęt silnika w postaci plątaniny rurek. Robimy sobie również wycieczkę na mostek kapitański, gdzie z podłogi nadal sterczy stalowa kolumna, do której przytwierdzony był ster. Nie odmawiamy sobie przyjemności pokierowania statkiem, mimo, iż jest pod wodą i w kawałkach. Na zewnątrz wraku ciekawy jest widok potężnej śruby, która pracowała w czasie tonięcia okrętu, w wyniku czego jej łopaty pogięły się uderzając o rafę. Jak się później dowiedziałem, w mrocznym labiryncie rufy wraku dom znalazła sobie ogromna murena. Cieszę się, że udało nam się uniknąć spotkania z nią, bo chociaż ponoć nieczęsto ukąszenia tych ryb powodują poważne obrażenia, to jednak ostre zęby tną niczym żyletki neopren i powodują płytkie ale bardzo trudno gojące się rany na skórze, ze względu na bogatą „florę bakteryjną” obecną w paszczach tych ryb.

 

 5.                  Dzień 4. (10 grudnia) – wraki II 

 

a.                                           Nurkowanie 8. (rano)

Dziś rano ostatnie nurkowanie na cmentarzysku okrętów Abu Juhas. Po doskonale przespanej nocy, co niewątpliwie zawdzięczam indyjskim papierosom Piri, którymi hojnie dzieli się z nami Maciek, pontonem wypływamy w okolicę wraku. To kolejna nowoczesna jednostka handlowa, która zatonęła tutaj w latach 80-tych. Jej nazwa, „tile wreck”, wzięła się stąd, że okręt wiózł ładunek włoskich płytek ceramicznych do Arabii Saudyjskiej - być może celem dokończenia budowy pałacu któregoś z tamtejszych szejków? W przypadku tego okrętu sądzi się, że przyczyną katastrofy była nie tyle zła pogoda w okolicach rafy, co błąd nawigacyjny załogi. Hipotezę tę potwierdza fakt, że w chwili uderzenia w rafę statek poruszał się z bardzo duża prędkością, w wyniku czego zatonął praktycznie natychmiast. Okręt co prawda rozpadł się na trzy części, jednak leżą one na tyle blisko siebie, że można odnieść wrażenie, że statek nadal pozostaje w całości. W czasie nurkowania zwiedzamy ładownię pełną skrzyń z kafelkami, które co prawda wypłowiały i obrosły koralami po ponad 20-tu latach spędzonych na dnie morza, jednak nadal poukładane są równo i niemal gotowe do użycia na budowie. Bardzo ciekawe jest także wnętrze mostka statku, na zwiedzanie którego dajemy sobie sporo czasu. Mnie najbardziej podoba się kuchnia, z kredensem który zachował się w dobrym stanie, oraz metalowe ramy marynarskich koi w pomieszczeniach mieszkalnych. Robimy sobie kilka zdjęć na burcie statku, ustawiając się pionowo i wyglądając przez balustradę, a także na zespawanej z giętych metalowych rurek galerii w środkowej części rufy, gdzie przebijające przez powierzchnię wody słońce produkuje bardzo ciekawe efekty świetlne. Nurkowanie kończymy wynurzając się po poręczówce przytwierdzonej do masztu wraku. To kolejny doskonały nur, aż żal, że nie możemy go powtórzyć.

 

b.                                          Nurkowanie 9. (popołudnie)

Najbliższe dwa nurkowania to czysta rekreacja i nie grozi nam, jak to miało miejsce podczas poprzednich trzech, rozbicie głowy o metalową krawędź wnętrza wraku. Niby i w tym miejscu nurkowym wrak jest, jednak w porównaniu z tym, co eksplorowaliśmy do tej pory wydaje się prawie śmieszy. To mały kuter rybacki, o którym żaden z egipskich przewodników nie jest nam w stanie powiedzieć więcej niż to, że zatonął. Na dnie leży pozostałość kadłuba i kilka metalowych, trudnych do zidentyfikowania elementów rozrzuconych wokół. W dodatku nurkowanie tutaj jest płytkie, nie przekracza 12-tu metrów. Wieje nudą? Nie do końca! Co prawda początek nurkowania to bardzo krótkie oglądanie właśnie tego mini-wraku, następnie dość długie i leniwe pływanie po otaczającej rafie, jednak końcówka pobytu pod wodą przerasta nasze najśmielsze oczekiwania – gdy jesteśmy już w trakcie wynurzania ktoś, intensywnie gestykulując, wskazuje na coś za mną. Odwracam wzrok i kompletnie zaskoczony spoglądam na kilkanaście, może nawet dwadzieścia, delfinów płynących w grupie, blisko siebie. Są wśród nich młode oraz sporo dużych osobników, wielkości mniej więcej dorosłego człowieka. Komunikują się wydając przyjemnie brzmiące, klekoczące dźwięki. Dla mnie jest to pierwsze w życiu podwodne spotkanie z delfinami i mimo, że trwało zaledwie kilkanaście sekund, bo tym razem zwierzęta nie były skore do zabawy z nurkami, jestem pewien, że nieprędko je zapomnę.

 

c.                                           Nurkowanie 10. (noc)

W nocy ponownie nurkujemy w pobliżu wraku niezidentyfikowanego kutra. Pomimo stosunkowo ograniczonego obszaru nurkowania, gdyż tym razem nie zapuszczamy się na rafę, jest ciekawie. Po raz kolejny Maciek udowadnia, że „pomacać musi”. Tym razem dotyczy to starej, grubej, pomarszczonej, zwiotczałej, lekko wypłowiałej i mocno rozdrażnionej mureny. Ale kto by nie był rozdrażniony, gdyby w środku nocy kilkanaście latarek LED i halogenów świeciło mu prosto w oczy? „Dobry dotyk” Maćka przynosi na szczęście efekt w postaci czegoś, co wygląda jak ukojenie maszkary do snu – z każdym głaśnięciem murena coraz bardziej chowa łeb, która wystawiła z wraku celem nastraszenia nas, i kładzie się w swojej kryjówce tuż obok burty, zamieszkuje bowiem wnętrze kadłuba kutra. Zupełny surrealizm. Jakby tego było mało, wokół niej dosłownie roi się od skrzydlic. Zaskakujące o tyle, że nurkując tu w ciągu dnia nie widzieliśmy ani jednej. Muren zresztą w okolicy też jest sporo, bo natknęliśmy się w toni na jeszcze dwie, chyba młodsze niż ta na kutrze, ale równie pokaźnych rozmiarów oraz jedną zupełnie maleńką, w granicach piętnastu centymetrów, ukrytą przy dnie. Ostatnią atrakcją tego nurkowania jest spotkanie z dwoma kalmarami, które przybyły tu na nocne łowy z niedostępnych dla nas głębin. Mój wniosek po tym nurkowaniu jest taki, że nocne życie Morza Czerwonego jest przynajmniej równie interesujące jak to w ciągu dnia.

 

 6.                  Dzień 5.  (11 grudnia) - powrót na rafy 

 

a.                                           Nurkowanie 11. (rano)

Tym razem odbywamy spokojny podwodny spacer na dość ubogiej rafie – w drodze „tam” z prądem, z powrotem pod prąd. Ja nieco się zmachałem, bo Emanuel wymaga nieco holowania ze względu na zwichniętą kostkę. Ogólnie przyjemne nurkowanie, ale bez fajerwerków.

 

b.                                          Nurkowanie 12 (popołudnie)

Popołudnie spędzamy nurkując na rafie Shab El Erg, czyli Posejdonie. To jedna z najładniejszych raf w okolicy Hurghady, szczególnie jak chodzi o koralowce – jest ich tu niewyobrażalnie dużo, zarówno pod względem ilości, jak i stopnia urozmaicenia. W dodatku rosną na pokrytej licznymi „kanionami”, szczelinami i małymi jaskiniami „górzystej” rafie, przez co można odnieść wrażenie, że nurkujemy w akwarium, które ktoś starannie zaprojektował zanim zostało zbudowane, stawiając sobie za cel maksymalne urozmaicenie dostępnej powierzchni. Wrażenie bycia w akwarium potęguje ogromna ilość ryb, w większości maleńkich, bardzo kolorowych, mieszkających „wewnątrz” koralowców. Robimy zdjęcia aby utrwalić dla potomnych ten przepiękny i niecodzienny widok. Zadanie o tyle ułatwione, że nurkujemy płytko, dzięki czemu spektrum barw jest praktycznie nienaruszone filtrującym działaniem wody. Ponieważ Posejdon ma z grubsza owalny kształt, w czasie nurkowania robimy pełne, trwające prawie godzinę, okrążenie rafy, momentami płynąc pod prąd.

 

c.                                           Nurkowanie 13. (noc)

Kolejne nurkowanie na Posejdonie, tym razem w nocy. Całkiem przyjemne, aczkolwiek w drodze powrotnej płyniemy pod prąd, co biorąc pod uwagę, że jest to trzecie nurkowanie tego dnia, sprawia niejaki wysiłek. Niestety nie dane nam było zobaczyć żadnych dużych stworów. Cóż, pozostaje poprawić sobie humor zapasami ze sklepu bezcłowego, których przecież nie ma sensu brać z powrotem do Krakowa.

 

7.                  Dzień 6. (12 grudnia)

 

a.                                           Nurkowanie 14. (rano)

                        Tym razem jedyne nurkowanie „jaskiniowe” z całej wyprawy. Nasza „miejscówka” nazywa się Um Gemar i oprócz wspomnianej jaskini nie wyróżnia się w zasadzie niczym specjalnym. Dość szybko schodzimy na głębokość operacyjną w granicach 25-ciu metrów i płyniemy do wejścia do groty. Parami zwiedzamy jej wnętrze, w kształcie litery T, całkiem sporych rozmiarów. Niestety wpływam do środka jako ostatni z trzech grup, przez co widoczność jest mocno ograniczona zbełtanym piaskiem. Dla mnie całkiem interesujące nurkowanie, aczkolwiek nie ukrywam, że bardziej mnie kusiło by sprawdzić jak głęboko opada stroma ściana, w której znajduje się wspomniana jaskinia. No cóż, nurkowania w Egipcie do nadmiernie głębokich nie należą, ale też nie głębokości są tu celem.

 

b.                                          Nurkowanie 15 (popołudnie)

Ostatnie, niestety, nurkowanie z naszego safari odbywamy na rafie Abo Nogar, niedaleko Hurghady. Robimy masę pamiątkowych zdjęć, z których mam nadzieję kilka wyląduje na stronie. Oby tak się stało, bo po raz kolejny było co oglądać (i macać). Nurkowaliśmy płytko, więc znowu koralowce i ryby nie ukrywały przed nami swoich prawdziwych barw. Mnie najbardziej podobały się ogromne, rozłożyste gorgonie a także chmary niewielkich czerwonych i pomarańczowych rybek zamieszkujące mniej więcej dwumetrowej wysokości kolumny na brzegach rafy. Podczas praktycznie całego nurkowania słyszałem klekotanie delfinów gdzieś w okolicy, niestety moja grupa nie miała okazji ich zobaczyć. Cóż, potraktuję to jako niepisane zaproszenie do kolejnego odwiedzenia Morza Czerwonego i jego podwodnych skarbów. Kto wie, być może już w marcu, w ramach klubowej wyprawy na Wyspy Braci?

 

 8.                  Dzień 7. (13 grudnia) - powrót 

 

Ostatni wieczór pobytu w Egipcie spędziliśmy, dla odmiany, na lądzie. Teoretycznie dajemy sobie czas na desaturację przed lotem, w praktyce szybko zwiedzamy Hurghadę, po czym saturację pogłębiamy sziszą i piwkiem :) Po tym „skromnym” aperitifie udajemy się na kolację z owoców morza w El Minie – lokalnej restauracji specjalizującej się w morskim jedzeniu. Dla mnie super sprawa, bo nieczęsto mam możliwość konsumować kalmary i inne stworzenia, które zwykle podziwiam pod wodą w stanie surowym i ruchliwym. Trzeba przyznać, że Egipcjanie wiedzą jak te podwodne stwory smażyć, gotować i przyprawiać. Po kolacji, w niepełnym gronie, zaliczamy mały balet w towarzystwie rosyjskich turystów i sporej ilości piwa. Też ciekawe doświadczenie, porównywalne chyba tylko z nurkowaniem z kaszalotami ;) Ja, ze względu na zbyt duży stopień narkozy azotowej, mam niejaki kłopot z zakończeniem tego nurkowania na naszej łodzi, na której spędzamy ostatnią noc. Szczęśliwie, z niewielkimi przygodami, udaje mi się jednak dołączyć do reszty załogi i nawet załapać na samolot z powrotem do Katowic.

 

Image

 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Klub wypraw nurkowych, Nurkowanie Kraków, Bochnia, Tychy, Busko Zdrój, Kazimierza Wielka, Nowy Sacz, Oswiecim, Tarnow. Turystyka nurkowa - Organizujemy safari nurkowe, Egipt Chorwacja, inne kraje. Kursy nurkowania, szkolenia nurkowe, CMAS, IANTD, PADI, Wypożyczalnia sprzętu nurkowego, nabijanie butli nurkowych. Nurkowania na Zakrzówku, nurkowania w Jaworznie, nurkowanie na koparkach. Tanie nurkowanie. Safari w Egipcie. Wraki północne. Nurkowanie Egipt.